Lip 24

Ostatnie dni były dla mnie wyjątkowo pechowe.
Pierwszą przygodę przeżyłem łapiąc kapcia będąc daleko od domu. Zestaw z łatkami miałem przy sobie, zawsze go mam przy sobie od czasu gdy przydarzyła mi się podobna sytuacja, nie miałem jednak pompki rowerowej którą zgubiłem kilka dni wcześniej. W niewygodnych do chodzenia butach SPD musiałem zatem iść, prowadząc rower kilka kilometrów…ehh… nie polecam nikomu 😉
Koło szybko zrobiłem żeby rower był gotowy na następny dzień, gdyż umówiłem się z kolegami na mały wypad za miasto.

Drugiego dnia z naprawionym rowerem spotkałem się z kolegami i wyruszyłem na małą przejażdżkę.
Jak się później okazało był to dla mnie drugi pechowy dzień. Pokonując spory podjazd wkręcił mi się w koło kijek, który jak się później okazało rozwalił jedną ze szprych.
Po prowizorycznym złączeniu dwóch szprych, tak aby dało się kontynuować jazdę zjechałem do domu. Koło jednak poszło do serwisu na wymianę szprychy ( po stronie kasety ) i wycentrowanie. No cóż zdarza się.

W dniu napisania tego postu też miałem małą przygodę, pędząc leśną ścieżką pomiędzy drzewami straciłem pierwszy raz w życiu panowanie nad kierownicą podczas nagłego hamowania i w konsekwencji wyleciałem przez kierownice. Na szczęście spadłem w dość dobrym miejscu między dwoma drzewami na miękką ziemię.